O tym, jak nic się nie udało i o święcie Baba Marta

Czasami są takie dni, kiedy wszystko idzie nie tak. Nic zgodnie z planem, wszystko na opak. I tak właśnie było, kiedy po tygodniu pracy postanowiliśmy wyruszyć na wycieczkę.

Bardzo czekałam tego wyjazdu, mieliśmy odwiedzić jeden z najatrakcyjniejszych skansenów w Bułgarii – wioskę Etar. Wybraliśmy ludowe święto Baba Marta, myśląc, że może trafimy na jakieś dodatkowe atrakcje w takim miejscu.

Pierwszego marca w Bułgarii obchodzone jest święto zakończenia zimy. Baba Marta to postać legendarna, analogiczna do naszej Marzanny. Tu jednak – zamiast palenia kukły, rozpowszechniony jest zwyczaj darowania sobie dwukolorowych – biało-czerwonych – bransoletek nazywanych „martynicami”. Tworzy się również kukiełki ze sznurków w tych kolorach, które wywiesza się w przestrzeni publicznej. Mają one symbolizować nowe życie – jedna reprezentuje mężczyznę (biała barwa symbolizuję siłę) , druga kobietę (czerwony nawiązuje do krwi i narodzin).
Martyniczki nosi się aż do momentu zauważenia pierwszego kwitnącego drzewa, wtedy należy zawiesić je na nim, co ma przynieść szczęście i zdrowie.

Sprawdziliśmy wcześniej połączenia autobusowe i z krateczką zapisaną przez pracownicę dworca ruszyliśmy z naszego tymczasowego domu w drogę. Niestety na przystanku okazało się, że nasz transport dawno odjechał, a następny nadjedzie za półtorej godziny. Utknęliśmy więc w deszczowej Starej Zagorze. Kilka dni wcześniej odwiedziliśmy to miejsce i nieco nas rozczarowało. Pomimo bardzo interesującej historii, dziś jest raczej wyraźnym wspomnieniem socjalizmu niż pomnikiem niegdysiejszego greckiego Beore, czy późniejszego Augusta Traiana, będącego pod rządami Marka Aureliusza drugim najważniejszym ośrodkiem w Tracji.

Nie udało się nam też zjeść nic ciepłego, bo w okolicy restauracje albo były zamknięte, albo oferowały mięsne posiłki z mięsem na deser. Ostatecznie kupiliśmy dwie banice (rodzaj bułki nadziewanej białym, słonym serem serene – są tutaj bardzo popularne). Wiedzieliśmy, że nie zdążymy już na planowany obiad, po dotarciu do Gabrowa, skąd kierować się mieliśmy do wspomnianego etnograficznego raju. Chwyciliśmy się więc naszej być może jedynej szansy na posiłek. W międzyczasie zdaliśmy sobie też sprawę, że jeśli pojedziemy busem, który nam został, to nie uda nam się wrócić zgodnie z oczekiwaniami tego samego dnia, ze względu na brak połączeń.

Zupełnie nieprzygotowani na konieczność noclegu, zdecydowaliśmy się jednak nie poddawać. W trakcie podróży pogoda w oddalonym o 75 km Gabrowie okazała się być diametralnie różna. Zastaliśmy tam śnieg. Odrobinę głodni i znacząco zmarznięci, taksówką wyruszyliśmy do skansenu, wciąż próbując podnosić się na duchu, wiedząc, że prawdziwy cel podróży wart jest tego wysiłku, lecz jednak… jak pech, to pech… Po przyjeździe przesympatyczna pani z kasy biletowej sprzedała nam wejściówki. Kiedy zapytałam o możliwość robienia zdjęć z entuzjazmem oznajmiła, że nie ma ku temu przeciwskazań. Zdziwiłam się, bo znalazłam informację, że wymagana jest dodatkowa opłata, pomyślałam, że być może to kwestia odwiedzin poza sezonem turystycznym. Po chwili jednak zdaliśmy sobie sprawę, że dostępne dla nas są jedynie budynki z zewnątrz, a każda wystawa jest zamknięta. Architektura była zachwycająca, ale czuliśmy ogromne rozczarowanie i niedosyt. Śnieg nie przestawał padać, a my nie mieśmy już nadziei na nic dobrego.

Ostatecznie, znaleźliśmy nasz pensjonat i postanowiliśmy resztkami sił powalczyć o nasz wieczór. Korzystając z tego, że w Bułgarii właśnie otwarto restauracje, pojechaliśmy do centrum Gabrowa napełnić nasze brzuchy. „Chociaż” albo „aż” to udało nam się w tym dniu, bo jedzenie było pyszne, miasto urokliwe, a posiłek w restauracji w COVID-owym szale okazał się być wspaniałą atrakcją. Być może w nim zgromadziły się życzenia „szczęśliwego dnia Baby Marty” które otrzymywaliśmy od większości napotkanych po drodze ludzi. Jak pisał Białoszewski „Dobrze jak nie za dobrze…”

Jedna myśl w temacie “O tym, jak nic się nie udało i o święcie Baba Marta

  1. Jak pech to pech. Koniec końców szczęście zawsze znajdziesz gdy się nie poddasz. Pozdrawiam i życzę dalszych wspaniałych przygód, czekając na kolejne reakcje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s