O pobycie na bułgarskiej wsi i o tym, jak to jest żyć powoli

Co jakiś czas wraca do mnie myśl o życiu na wsi. O tym, żeby to stało się nie tylko wakacyjnym wyborem, a rzeczywistością. Marzenia o słomkowym kapeluszu i ogrodniczkach, o własnych kurach i domowym serze… choć odbijają się echem w mojej głowie, raczej zostawały dalekie realizacji, aż do teraz. W Bułgarii naszym nowym domem, na trzy tygodnie, stała się stara wiejska chata w miejscowości Mihajlovo niedaleko Starej Zagory.

Gospodarzami są Remy i Paul. Ona pochodzi z Danii, on z Wielkiej Brytanii. To przemili ludzie, którzy przyjęli nas pod swój dach, a właściwe udostępnili nam drugi dom za płotem, w zamian za siłę naszych mięśni i pomoc w gospodarowaniu ich terenem. Zarabiają tworząc piękne piaskowe rzeźby (które można podziwiać tutaj) i to właśnie ich sposób na życie. Okazuje się, że jednak można inaczej, że nie trzeba uczestniczyć w tym wyścigu, nie trzeba żyć w stresie i ciągłym pośpiechu. 

Czas płynie tu zupełnie odmiennie, zaczynamy pracę każdego dnia o 9:00, ale nie mamy określonego grafiku, sami narzuciliśmy sobie tę dyscyplinę. Powinniśmy wywiązać się z 25-ciu godzin pracy tygodniowo, ale działanie na świeżym powietrzu jest na tyle przyjemne, że przynajmniej na razie, z uśmiechem na twarzach pracujemy, aż do chwili, kiedy po prostu mamy dość i to chyba więcej niż to, co jest wymagane. Naszym głównym zadaniem w pierwszym tygodniu pobytu było wycięcie drzwek z części terenu i budowanie drewnianego ekologicznego płotu. 


W wolnych chwilach staram się uchwycić dobre kadry z tutejszymi zwierzakami, ale to okropnie ruchliwe bestie, a ja nie jestem jeszcze na tyle biegłym specjalistą-fotografem żeby za nimi nadążyć. 

Posiłki przygotowujemy na bazie tego, co znajdziemy w kuchni, Remy regularnie zaopatruje nasze półki. W większość dni gotujemy z naszymi współlokatorami – Gisą z Niemczech i Andreasem z Włoch. W ramach zapoznawania z polską kuchnią, przygotowaliśmy pierogi ruskie. Oczywście podbiły serca wszystkich ;). Do ich ugotowania użyłam tutejszego sera serene i okazał się być świetnym zamiennikiem naszego polskiego białego twarogu. 


Działa tu jeden otwarty sklep, w którego asortymencie jest wszystko, co mogłoby być potrzebne tutejszym mieszkańcom. Jest też stacja kolejowa, z której bezpośrednio dojechać można do Płowdiwiu, Sofii i Burgas. Mamy wszystko czego moglibyśmy chcieć – dach nad głową, najedzone brzuchy, miłe towarzystwo, a od kilku dni także cudowne słońce i przede wszytskim święty spokój, ale też okazję do nauki wielu przydatnych umiejętności. Choć zawsze można tu znaleźć coś do roboty, nie brakuje nam też czasu na leżenie na hamaku i długie rozmowy przy ognisku. 

Marzenie o wiejskim życiu staje się coraz bliższe mojemu sercu. Bo po co biec za czymś czego się nie kocha? Chyba wolę sadzić ziemniaki niż je kupować i zdecydowanie wybieram świat, w którym ludzie mówią sobie „dzień dobry” z serdecznym uśmiechem, niż ten, w którym patrzą na siebie spod byka, ten bez pośpiechu i z miejscem na życie, zamiast wyścigu szczurów. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s